niedziela, 21 kwietnia 2019

Schyłek Dnia || Recenzja

Schyłek Dnia w reżyserii László Nemesa to film, który właśnie jest grany na dużych ekranach i jeszcze można się na niego załapać. Miałam okazję być na seansie w warszawskim Muranowie i przyznam szczerze, że gdybym nie wygrała tych biletów z pracy, to raczej bym się na niego nie wybrała, bo nieco odbiega od moich klimatów. Pierwsze wrażenie nie było zbyt optymistyczne, ponieważ po przeczytaniu opisu na filmwebie, czy obejrzeniu zwiastunu nadal niewiele wiedziałam na temat filmu, ale jednak nie nastawiałam się także na katastrofę! Jak było? Recenzja może być lekko spojlerowana! I może jeszcze dopowiem, że lepiej mi wychodzą recenzje książek, niż filmów.



Akcja dzieje się w XX wieku w Budapeszcie, na terenie ówczesnych Austro-Węgier. Główną bohaterką jest młoda Irisz Leiter, która po wielu latach wróciła do miasta. Kobieta nie ma rodziny, jest sama i pragnie dostać posadę w sklepie z kapeluszami, który kiedyś należał do jej nieżyjących rodziców. Początkowo młodej kobiecie nie udaje się, a właściciel stara się ją odprawić z miasta, jednak wbrew niemu ona zostaje.
Bardzo szybko okazuje się, że Irisz ma brata, o którym nie wiedziała i pragnie go odnaleźć, pomimo tego, że wszyscy wokół nazywają go okrutnikiem i rozbójnikiem, ale jednak był jej jedyną rodziną i młoda kobieta nie zważała na złe słowo.

Przyznam szczerze, że chyba nie do końca zrozumiałam ten film i wydawał mi się bardzo chaotyczny. Nie mogę także powiedzieć, że mi się nie podobał, ale nie mogę rzecz również, że mi się podobał. Miał lepsze i gorsze momenty, aczkolwiek przez większość czasu się po prostu nudziłam. Wydawał mi się bardzo dziwny. Minusem były napisy zamiast lektora/dubbingu. Nie żebym była przeciwna takim rozwiązaniom, ale strasznie męczą mi się oczy podczas oglądania filmów z napisami, więc to nie dla mnie niestety.

W filmie istnieje kilka wątków, które się ze sobą łączą, ale nie wszystkie zostały wyjaśnione i momentami serio zastanawiałam się, co reżyser miał na myśli. Żałuję, że to nie jest ekranizacja książki [przynajmniej nie znalazłam takiej informacji], bo chętnie dowiedziałabym się dogłębniej o co chodziło. Irisz to silna kobieta, dążąca do swojego celu i niesamowicie odważna; to jej muszę przyznać. Jako postać bardzo mi się podobała, ale później, także nieco jej nie rozumiałam. O ile byłam w stanie ogarnąć, dlaczego chciała pracować w tym sklepie i dlaczego szukała brata, pomimo złej opinii, to totalnie nie pojmuję, dlaczego chciała odszukać go wtedy, gdy sama zobaczyła jaki z niego człowiek. I nie mogę tu powiedzieć o co chodzi, bo to już spory spojler, ale jednak, jako bohaterka naprawdę daje radę. Nie zrozumiałam także powodu działań jej brata, czy właściciela sklepu. To tak, jakby rozpocząć wątek i go nie dokończyć. 

Bardzo mi się jednak podobało ukazanie XX-wiecznego Budapesztu i tamtejszych reali. Uliczki, stroje - to naprawdę godne pochwały i bardzo ładnie to wszystko wyglądało.

Czy odradzam zapoznanie się z historią Irisz? Nie! Nie odradzam, ale radzę nie nastawiać się nazbyt pozytywnie, ponieważ film jest średni, aczkolwiek nie mogę go skreślić, bo ta historia nadal gdzieś tam siedzi mi w głowie. Dałabym mu mocną piątkę w skali na dziesięć. Kto wie, może za jakiś czas obejrze go ponownie i wtedy więcej zrozumiem?
_____________
INFORMACJA
Jakiś czas temu, udostępniłam ankietę dla obserwatorów z mojego fanpage i Czytelników blogów, więc bardzo proszę o poświęcenie pół minutki na odpowiedzi. Dziękuję!
______________________________
Na koniec życzę spokojnych i bezpiecznych świąt! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Stali bywalcy