poniedziałek, 28 stycznia 2019

Miszmasz, czyli Kogel-Mogiel 3 || RECENZJA


Kto nie słyszał o słynnym Koglu-Moglu, czy jego drugiej części Galimatiasie? Klasyka polskich filmów i niezwykle udane komedie. Sama oglądałam obie części po kilka razy, choć za drugą aż tak nie przepadam, to jednak część pierwszą uwielbiam. Gdy kiedyś tam usłyszałam, że zamierzają nakręcić część trzecią we współczesnych realiach, to najpierw pomyślałam, że to żart, a później, gdy to rzeczywiście okazało się prawdą, uznałam, że to będzie totalna katastrofa, bo na pewno scenarzystom nie uda się oddać klimatu z pierwszych części. No, a najbardziej optymistycznym stwierdzeniem było to, że na pewno choć trochę to schrzanią. Byłam jednak tego filmu niesamowicie ciekawa. Premiera była w piątek, ja byłam na filmie w sobotę czy Miszmasz okazał się katastrofą?
Uwaga na spojlery!





Na ekranie widzimy doskonale nam już znanych bohaterów; Kasię, która została dyrektorką szkoły w Brzózkach, a także rozwiodła się z Pawłem. Ujrzymy także docenta Wolańskiego i jego żonę od słynnego tekstu Marian tu jest tak jakby luksusowo! oraz Piotrusia, czy wciąż adorującego Kasię Kolasę, któremu zwiała sprzed ołtarza.
Co więcej, mamy kilka nowych postaci, którymi są rzecz jasna dzieci naszych bohaterów, czyli Marcin syn Kasi i Pawła, który przez ostatnie lata mieszkał u ojca w Amsterdamie, czy Agnieszka, córka Wolańskich, oraz kilka innych; macocha Marcina, czy para lokalnych policjantów, którzy niejednokrotnie wywoływali uśmiech na twarzy.

Marcin nagle wraca do Polski i przypadkiem poznaje Agnieszkę, której zarysował samochód, a potem zniknął z miejsca zdarzenia. Przedsiębiorczy chłopak stara się pomóc ojcu pozbyć się problemów i pod przykrywką otwarcia dyskoteki zabiera się także za stworzenie plantacji marihuany, o której oczywiście prawie nikt nie wie. W tym wszystkim pomagają mu sąsiedzi Solskich - Goździkowie, którzy w pewnym momencie odkrywają skrytkę Marcina i podbierają mu odrobinę jego zapasów.
W międzyczasie przyjeżdża macocha Marcina, poznajemy także Marlenkę; widocznie starszą żonę Piotrusia, a do tworzącej się dyskoteki przyjeżdża Inspektor Budowlany, którą Marcin owija sobie wokół palca, a docent Wolański i Agnieszka wyprowadzają się z domu. Agnieszka zaintrygowana opowieściami o tajemniczej Kasi zabiera ojca do Brzózek, gdzie też natyka się na Marcina, z którego stara się zrobić porządnego człowieka.
Otwarcie dyskoteki było takim punktem kulminacyjnym, gdzie rozplątały się wszystkie wątki.
I wiecie co? Miszmasz wcale nie okazał się katastrofą!

Dostaliśmy mnóstwo humoru, jak na komedię przystało, świetnych bohaterów i całkiem fajną fabułę. Kilka rzeczy mnie zaskoczyło na plus rzecz jasna; relacja Kasia-Wolański, czy postać Marlenki, która była jedyna w swoim rodzaju. Podobała mi się także Wolańska w wersji kobiety wyzwolonej, czy postępowi Goździkowie. I uśmiech na twarzy wywołało również pojawienie się w filmie zespołu Classic i Zenka Martyniuka, co dla mnie jako ich fanki było bardzo fajnym elementem filmu.

W zasadzie to... chyba nie było w filmie rzeczy, która mi się tak po prostu nie podobała. Oczywiście to nie jest to samo, to nie jest ten klimat, który mają te stare produkcje, ale jednak scenarzyści i aktorzy odwalili kawał dobrej roboty i z powodzeniem mogę ten film polecić.



ZOBACZ TAKŻE:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Stali bywalcy